Przeczytane - Sebastian Uznański: Żałując za jutro
29 maja 2008, 09:24:42
Jeden z ciekawszych młodych pisarzy fantastycznych, który moje serce podbił opowiadaniami Książka, która wyjada oczy, Lodowe łzy i, przede wszystkim, Matka Gromów (dostępna w zbiorze opowiadań Tempus Fugit). Zachęcony naprawdę fajnymi, oryginalnymi i ciekawymi opowiadaniami sięgnąłem po jego debiutancką książkę. I trochę się rozczarowałem. Pomyślana jako wielka epopeja, przypominająca trochę strukturą Diunę, książka opowiada o upadku i podniesieniu się następcy tronu "władcy światów", Zanaela. Autor dokonał ciekawego podziału - bohater żyje w świecie science-fiction, ale uciekając przed prześladowcami, przenosi się do równoległego wszechświata, który jest bardziej w konwencji fantasy (smoki, magia, elfy...). W drugiej części powraca do science-fiction, aby pod koniec wymieszać te światy.
Problem z tą książką jest taki, że początkowo dużo się w akcji dzieje, ale w drugiej połowie wszystko siada, traci dynamikę, zaczyna się robić jakoś tak... powolnie. W dodatku przemyślenia bohatera powieści pojawiają się w dość dziwnych momentach i autor ciągnie je przez kilka nawet stron... Brak też jest jakichś ciekawszych pomysłów, choć początkowo jest nawet interesująco, to potem zaczyna się powielanie schematów.
Niemniej jednak całość jest całkiem sprawnie napisana, trzeba w końcu brać pod uwagę, że to debiut książkowy Sebastiana. Jak na to spojrzeć pod tym kątem, to naprawdę nie jest źle. Ale chyba lepiej by było, gdyby książkę trochę odchudzić, albo wręcz przeciwnie - rozbudować, zwłaszcza drugą, bardziej polityczną część.
Problem z tą książką jest taki, że początkowo dużo się w akcji dzieje, ale w drugiej połowie wszystko siada, traci dynamikę, zaczyna się robić jakoś tak... powolnie. W dodatku przemyślenia bohatera powieści pojawiają się w dość dziwnych momentach i autor ciągnie je przez kilka nawet stron... Brak też jest jakichś ciekawszych pomysłów, choć początkowo jest nawet interesująco, to potem zaczyna się powielanie schematów.
Niemniej jednak całość jest całkiem sprawnie napisana, trzeba w końcu brać pod uwagę, że to debiut książkowy Sebastiana. Jak na to spojrzeć pod tym kątem, to naprawdę nie jest źle. Ale chyba lepiej by było, gdyby książkę trochę odchudzić, albo wręcz przeciwnie - rozbudować, zwłaszcza drugą, bardziej polityczną część.

Tym razem jest to telefon służbowy - Nokia 3120. Nie przepadam za Nokią, nie podoba mi się menu, obsługa, małość funkcji (ale to akurat taki model), fatalny ekran (jak świeci słońce, to nic nie widać, no i całość jest w Erze (czemu większośc firm mam komórki w Erze??), a ja jestem zwolennikiem Plusa. Ale używać trzeba...

