<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>muzyka. kultura. markolf.</title><link>http://markolf.org/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Thu, 02 Jul 2009 08:00:45 +0200</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Caravan - In the Land of Grey and Pink</title><link>http://markolf.org/2009/07/02/caravan-in-the-land-of-grey-and-pink/</link><description>&lt;p&gt;(Deram, 1971)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://en.wikipedia.org/wiki/In_the_Land_of_Grey_and_Pink&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://4.bp.blogspot.com/_aYT5zL-AJlY/ReXIOtWO0SI/AAAAAAAABUE/-lTPes6q2Cg/s200/in_the_land_of_grey_and_pink.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot; alt=&quot;Caravan - In the Land of Grey and Pink&quot;&gt;&lt;/a&gt;Ten album zachwycił mnie najbardziej. Caravan to grupa progresywna pełną gębą - ostatni utwór, &lt;i&gt;Nine Feet Underground&lt;/i&gt;, zajmuje całą druga stronę winyla i trwa prawie 23 minuty. Zespół wypracował swój własny styl - połączenie delikatnego popu z dużą ilością solówek, głównie gitarowych i klawiszowych. Niby nic nowego, ale całość jest niesamowicie spokojna, choć dynamiczna - coś jakby właśnie popowe granie, tylko mocno rozimprowizowane. Robi to na mnie ogromne wrażenie - goście potrafią grać świetne solówki przez 9 minut, a mnie jest przykro, że już skończyli granie... W dodatku mają sporo ciekawych pomysłów kompozycyjnych - wspomniany &lt;i&gt;Nine Feet Underground&lt;/i&gt; kończy się doskonałym riffowym graniem, którego nie powstydziliby się inni twórcy rocka progresywnego z tamtych lat jak Yes czy King Crimson.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Pierwsza strona winyla to trochę inna bajka. Dominują tutaj urocze piosenki, choć taki &lt;i&gt;Winter Tune&lt;/i&gt; zachwyca długaśnymi solówkami. Natomiast &lt;i&gt;Golf Girl&lt;/i&gt; (z gościnnymi udziałem trąbki) to bardzo melodyjna i wesoła piosenka z wpadającymi w ucho refrenem (Pye Hastings ma naprawdę ciekawy, delikatny wokal), a &lt;i&gt;Love to Love You&lt;/i&gt; to już pop w sam raz na listy przebojów. Najbardziej rozczarowuje utwór tytułowy - niby coś się w nim dzieje, a jednak nie potrafię sobie przypomnieć jak on brzmi - jest taki jakiś nijaki... Ale cała płyta robi bardzo dobre wrażenie i cieszę się, że odkryłem ten zespół. Szkoda tylko, że ponoć potem poszli w innym kierunku...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 02 Jul 2009 07:57:21 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/07/02/caravan-in-the-land-of-grey-and-pink/</guid><category>Rock i Metal</category></item><item><title>It's a Beautiful Day - It's a Beautiful Day</title><link>http://markolf.org/2009/07/01/it-s-a-beautiful-day-it-s-a-beautiful-day/</link><description>&lt;p&gt;(CBS, 1969)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://en.wikipedia.org/wiki/It%27s_a_Beautiful_Day_%28album%29&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://2.bp.blogspot.com/_s1otB7uXXIA/SBHwDS9FZOI/AAAAAAAAAo0/U1LErESsow0/s400/its.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot; alt=&quot;It's a Beautiful Day - It's a Beautiful Day&quot;&gt;&lt;/a&gt;Okładka kojarzy mi się jednoznacznie z filmem &lt;i&gt;Dźwięki muzyki&lt;/i&gt; - i muzyka jest równie pozytywna jak ten film. &lt;i&gt;It's a Beautiful Day&lt;/i&gt; to jedna z pierwszych kapel rockowych nagrywających muzykę z udziałem skrzypiec. W dodatku miała dwoje wokalistów: Davida LaFlamme (grającego także właśnie na skrzypcach) oraz Pattie Santos. Zespół grał muzykę na pograniczu popu, folku i rocka progresywnego (ostatni, blisko 10-minutowy utwór Time Is jest tego przykładem). Muszę przyznać, że taka fuzja udała im się znakomicie, w dodatku melodie stworzyli bardzo przyjemne i ciekawe. Jak na album sprzed 40 minut ta muzyka mało się zestarzała.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Ale tak naprawdę zespół zasłynął z czegoś innego. Z utworu &lt;i&gt;Bombay Calling&lt;/i&gt;, którego główny motyw został &quot;pożyczony&quot; przez zespół Deep Purple i wykorzystany w kawałku &lt;i&gt;Child in Time&lt;/i&gt; (w lekko wolniejszej wersji). &lt;i&gt;Bombay Calling&lt;/i&gt; to zresztą chyba najlepszy utwór na płycie (jedyny instrumentalny) - porywający solówkami klawiszy i skrzypiec, z tym fajnym motywem powtarzanym przez cały czas. Drugim jasnym punktem jest utwór otwierający album - &lt;i&gt;White Bird&lt;/i&gt; (największy i chyba jedyny przebój zespołu), ze świetnym duetem wokalnym i wpadającym w ucho refrenem. Reszta płyty to raczej spokojniejsze klimaty, bardziej zbliżone do folku (jak &lt;i&gt;Hot Summer Day&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Girl with No Eyes&lt;/i&gt;), czy psychodelii (&lt;i&gt;Bulgaria, Wasted Union Blues&lt;/i&gt;). Jedynie ten ostatni kawałek zawiera mocny riff gitarowy i więcej drapieżności. No dobra, utwór &lt;i&gt;Time Is&lt;/i&gt;, zamykający album także należy do bardziej dynamicznych - ma nawet solówkę na perkusji. W sumie bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta płyta - jest interesująca i wciągająca.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 01 Jul 2009 12:17:39 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/07/01/it-s-a-beautiful-day-it-s-a-beautiful-day/</guid><category>Pop, jazz i inne</category><category>Rock i Metal</category></item><item><title>Świetne płyty z dawnych lat</title><link>http://markolf.org/2009/07/01/swietne-plyty-z-dawnych-lat/</link><description>&lt;p&gt;Dawno, dawno temu, jakieś 10 lat do tyłu w piśmie &lt;i&gt;Tylko Rock&lt;/i&gt; przez pewien czas ukazywały się felietony niejakiego Jacka Leśniewskiego. Gość pisał wyłącznie o płytach wydanych w początkach ery rocka (czyli latach 60. i 70. XX wieku), w dodatku bardzo często o zespołach mało lub w ogóle nieznanych. Jego artykuły były dla mnie bardzo interesujące, chociaż nie za bardzo miałem ochotę posłuchać tego o czym pisał. Ale czytać go bardzo lubiłem - wydał potem nawet książkę o tej samej tematyce (&lt;i&gt;Brytyjski rock w latach 1961 - 1979&lt;/i&gt;). Przy okazji &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2009/06/30/przeczytane-andrzej-sapkowski-lux-perpetua/&quot;&gt;czytania książki&lt;/a&gt; &lt;i&gt;Lux Perpetua&lt;/i&gt; bardzo przyjemnie słuchało mi się starych płyt zespołu Yes - od &lt;i&gt;The Yes Album&lt;/i&gt; aż po &lt;i&gt;Tormato&lt;/i&gt;. Tak przyjemnie, że nabrałem chęci posłuchania czegoś więcej w tych klimatach - i to najchętniej czegoś, czego wcześniej nie znałem. Tak oto sięgnąłem po zespoły mało znane, ale zacne bardzo. Kolejne wpisy na blogu będą dotyczyć właśnie tych płyt.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Muszę przyznać, że parę pozycji bardzo mi podeszło - tak bardzo, że poczułem to podekscytowanie, które towarzyszyło mi w 2006 roku - wtedy postanowiłem posłuchać najnowszych wykonawców z kręgu muzyki elektronicznej. Plusem takiego przesłuchania jest to, że nie mam pojęcia czego się spodziewać i każda płyta jest dla mnie zupełną niespodzianką. Tak też było i teraz. Rock (głównie progresywny) z przełomu lat 60. i 70. okazał się być bardzo interesujący, a jedna kapela przekonała mnie, że są jeszcze rzeczy, których nie słyszałem i które mogą być nadal dla mnie zaskoczeniem i czymś świeżym. Ale po kolei...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 01 Jul 2009 12:00:40 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/07/01/swietne-plyty-z-dawnych-lat/</guid><category>Muzyka</category><category>Rock i Metal</category></item><item><title>Yes - Keystudio</title><link>http://markolf.org/2009/06/30/yes-keystudio/</link><description>&lt;p&gt;(Sanctuary, 2001)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/Yes-Keystudio/release/1567202&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://www.metrolyrics.com/images/albums/10391_yes_keystudio.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot; alt=&quot;Yes - Keystudio&quot;&gt;&lt;/a&gt;W roku 1996 zespół Yes wydał podwójny album &lt;i&gt;Keys to Ascension&lt;/i&gt; zawierający, oprócz siedmiu utworów koncertowych (same klasyki z lat 70-tych) także dwa nowe utwory studyjne, natomiast rok później ukazała się kontynuacja, &lt;i&gt;Keys to Ascension 2&lt;/i&gt;, tym razem składająca się z jednej płyty koncertowej i jednej studyjnej. W 2001 roku wszystkie utwory studyjne wydano na jednym albumie, zmieniając ich kolejność i troszkę usprawniając (zwłaszcza ostatni utwór, &lt;i&gt;Children of the Light&lt;/i&gt;). Dzięki temu fani zespołu dostali jeden, doskonały album Yes, z wdziękiem nawiązujący do ich klasycznych dokonań sprzed 30 lat. Całość trwa 74 minuty, a utworów jest tylko 7, z czego dwa trwają ponad 18 minut!! A jeżeli dodać to tego równie klasyczny skład zespołu: Anderson, Howe, Wakeman, Squire, White, to już wiadomo czego się spodziewać. I płyta nie zawodzi. Co prawda panowie nie odkryją już Ameryki, ale grają na bardzo wysokim poziomie, tworząc naprawdę frapujące kompozycje.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Już otwierający płytę utwór &lt;i&gt;Foot Prints&lt;/i&gt; przywołuje na myśl wspomnienia dawnych lat - chóralne wokale, ciekawa linia melodyczna, Alan White gra na perkusji, jakby mu nagle odjęto ze 20 lat, Howe wycina solówki, tylko Wakeman jest troszkę jakby mniej w formie. Ale i tak daje radę. I tak jest w każdym utworze: a to panowie mocniej przyłoją (&lt;i&gt;Bring Me to the Power&lt;/i&gt;, końcówka &lt;i&gt;That, That Is&lt;/i&gt;), a to troszkę ponudzą instrumentalnie (&lt;i&gt;Sign Language&lt;/i&gt;), Howe poczaruje akustyczną gitarą (początek &lt;i&gt;That, That Is&lt;/i&gt;), a to Wakeman pogra trochę więcej pasaży klawiszowych (&lt;i&gt;Mind Drive, Children of the Light&lt;/i&gt;), a to pokołyszą nas fajne chórki (&lt;i&gt;Foot Prints, Be the One&lt;/i&gt;)... Yes pełną gębą - jakbyśmy się cofnęli o tę parędziesiąt lat. Tylko brzmienie przypomina, że to lata współczesne - ale w niczym to nie przeszkadza...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 30 Jun 2009 16:10:27 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/30/yes-keystudio/</guid><category>Rock i Metal</category></item><item><title>Przeczytane: Andrzej Sapkowski - Lux Perpetua</title><link>http://markolf.org/2009/06/30/przeczytane-andrzej-sapkowski-lux-perpetua/</link><description>&lt;p&gt;Dopiero teraz udało mi się dotrzeć do ostatniej części trylogii husyckiej (poprzednie to &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2007/12/02/przeczytane-andrzej-sapkowski-narrenturm/&quot;&gt;&lt;i&gt;Narrenturm&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; i &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2005/08/05/przeczytane-andrzej-sapkowski-bozy-bojownicy/&quot;&gt;&lt;i&gt;Boży bojownicy&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;). Dzięki temu wreszcie dowiedziałem się, jakie zakończenie miały przygody i wieczne podróże Reynevana, głównego bohatera. Od razu zacznę od jednej rzeczy: Sapkowski jest świetnym pisarzem. Ma doskonałe pióro, dzięki któremu w jego dziełach nie ma nudy ani przez chwilę, pojawiają się nieoczekiwane zwroty akcji (czasami nawet jest ich za dużo), postacie wypowiadają mnóstwo zabawnych i ciekawych kwestii, tło historyczne jest barwne (i raczej zgodne z prawdą, jak twierdzi moja żona, historyk z wykształcenia)... Książkę czytałem jednym tchem, momentami nie mogąc się od niej oderwać (genialnie napisana scena walki kompanii Reynevana z Czarnymi Jeźdźcami), na przemian przejęty, wzruszony i rozbawiony. Jednakże parę rzeczy mi się podobało: Reynevan momentami wręcz z dziecinną łatwością wychodził z niektórych opresji, co po pewnym czasie zaczynało irytować. Końcówka jest mocno rozczarowywująca - parę rzeczy można było inaczej rozwiązać. Rozwiązanie niektórych wątków też mnie nie przekonało - zwłaszcza tych głównych. W tym Sapkowski powtórzył trochę motywy z Wiedźmina (choć nie do końca) - tam też mi się to nie za bardzo podobało.... Ale mimo tego lektura jest naprawdę warta poświęcenia jej tych paru chwil zapomnienia - naprawdę polecam. Najlepiej od razu całą trylogię.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 30 Jun 2009 12:58:28 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/30/przeczytane-andrzej-sapkowski-lux-perpetua/</guid><category>Książki</category></item><item><title>The Field - Yesterday and Today</title><link>http://markolf.org/2009/06/26/the-field-yesterday-and-today/</link><description>&lt;p&gt;(Kompakt, 2009)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/Field-Yesterday-And-Today/release/1746152&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://newsflash.bigshotmag.com/wp-content/uploads/2009/05/the_field_yesterday_and_today.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot; alt=&quot;The Field - Yesterday and Today&quot;&gt;&lt;/a&gt;Człowiek, który do perfekcji opanował tworzenie muzyki za pomocą zacinającej się płyty analogowej, powraca z nowym albumem. &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2008/01/11/the-field-from-here-we-go-sublime/&quot;&gt;Jego debiut&lt;/a&gt; sprzed dwóch lat wywołał spory szum, w dodatku tak naprawdę doceniłem go dopiero teraz. Formuła debiutu była dość ograniczona, dlatego też obawiałem się, że drugi album powieli ten schemat. Na szczęście moje obawy były zbędne. Pan Axel Willner (a/k/a The Field) poszedł po rozum do głowy i stworzył coś całkiem innego. Oczywiście nadal używa swoich charakterystycznych zapętleń, ale tym razem dużo dodaje od siebie. W dodatku mocno zwolnił tempo i dorzucił sporo patosu spod znaku m83. Tak, tak, utwór &lt;i&gt;Everybody's Got to Learn Sometimes&lt;/i&gt; mógłby spokojnie być sygnowany przez tamtego wykonawcę - jest pełen dostojnych i powolnych dźwięków, posiada wokal (to nowość w nagraniach The Field, zresztą jedyny utwór z wokalem na płycie) i wywołuje uczucie zadumy.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Taka jest zresztą większość utworów: podniosła, powolny rytm, dużo długich dźwięków i plam dźwiękowych. Wyjątkiem są utwory &lt;i&gt;Leave It&lt;/i&gt; i tytułowy - szybsze i bardziej porywające. Zwłaszcza ten drugi robi świetne wrażenie - wciąga jak odkurzacz, a pod koniec, kiedy pojawia się żywa perkusja (gra na niej John Stanier z zespołu Battles) i bas, po prostu porywa - to na pewno najlepszy fragment płyty. Dobry jest też kawałek ostatni - prawie 16 minutowy, ze świetną figurą syntezatora powtarzaną aż do znudzenia - a nie nudzący ani przez chwilę. Pozostałe dwa utwory &lt;i&gt;I Have the Moon, You Have the Internet&lt;/i&gt; (powoli narastający) oraz singlowy &lt;i&gt;The More that I Do&lt;/i&gt; dopełniają całości. Doskonała płyta.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 26 Jun 2009 14:59:31 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/26/the-field-yesterday-and-today/</guid><category>Elektronika</category></item><item><title>Przeczytane: Anita Nair - Przedział dla pań</title><link>http://markolf.org/2009/06/25/przeczytane-anita-nair-przedzial-dla-pan/</link><description>&lt;p&gt;Zgodnie z tytułem - jest to książka dla pań (moja żona, zachwycona lekturą, mi ją poleciła). Fabuła jest prosta: rzecz się dzieje w Indiach, pewna 45-letnia stara panna postanawia coś zmienić w swoim życiu, oderwać się od uciążliwej siostry i jej rodziny, zacząć w końcu żyć swoim życiem. W związku z tym nieoczekiwanie wsiada do pociągu jadącego na drugi koniec kraju, do tytułowego przedziału dla pań. Tam spotyka 5 innych kobiet, również doświadczonych przez życie i poznaje ich historie - przeróżne, ale takie które łączy jedno - chęć życia w taki sposób, na jaki ma się ochotę.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Rzecz napisana naprawdę dobrze (chociaż, jak na mój gust, za dużo jest poetyckich, mocno kobiecych, określeń i skojarzeń), historie są interesujące i poruszające, ale dla faceta wiele z tych problemów może być niezrozumiałych i niejasnych. W sumie książka mnie raczej wynudziła, nie za bardzo mogłem się wczuć w rolę tych kobiet, zwłaszcza, że całość dotyczy egzotycznych dla mnie okolic (czyli Indii). Zainteresowały mnie za to dwie rzeczy: stosunki społeczne występujące w tym kraju (dla ludzi zachodu większość zachowań może być bardzo dziwna, np. scena w której policjant zatrzymuje zakochaną parę, a facet musi kłamać, że to jego żona, na co policjant dziwi się, że jest ona od niego starsza, i że to wyjątkowo niemoralne zadawać się z taką kobietą) oraz opisy potraw - naprawdę ciekawych i kolorowych. Reszta była już mniej strawna - dla facetów. Dlatego książkę polecam dziewczynom - nie będą zawiedzione.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 25 Jun 2009 09:45:36 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/25/przeczytane-anita-nair-przedzial-dla-pan/</guid><category>Książki</category></item><item><title>Andy Hughes nie żyje...</title><link>http://markolf.org/2009/06/24/andy-hughes-nie-zyje/</link><description>&lt;p&gt;&lt;img src=&quot;http://aceterrier.com/wp-content/uploads/2009/02/orb.jpg&quot; class=&quot;alignleft&quot; width=&quot;200&quot;&gt;Andy Hughes (na zdjęciu po prawej), były muzyk zespołu The Orb (grał między innymi na płytach &lt;i&gt;Orbus Terrarum, Orblivion&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Cydonia&lt;/i&gt;) zmarł w piątek, 12 czerwca. Miał 44 lata. Więcej informacji &lt;a href=&quot;http://www.trashmenagerie.com/blog/2009/06/23/the-orbs-andy-hughes-passes-at-the-age-of-44/&quot;&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Szkoda, wielka szkoda, stworzył w swoim życiu sporo bardzo dobrej muzyki... Niektórzy nadal mieli nadzieję, że powróci do Orba. Niestety, to już niemożliwe... Niech spoczywa w pokoju.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 24 Jun 2009 07:41:49 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/24/andy-hughes-nie-zyje/</guid><category>Muzyka</category></item><item><title>Thomas Fehlmann - Visions of Blah</title><link>http://markolf.org/2009/06/23/thomas-fehlmann-visions-of-blah/</link><description>&lt;p&gt;(Kompakt, 2002)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/Thomas-Fehlmann-Visions-Of-Blah/release/58625&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://3.bp.blogspot.com/_ZI1WXfi8bc8/SEHBQ39wW7I/AAAAAAAAAYI/rZx2PNMFVu0/s200/thomas+fehlmann+-+visions+of+blah.png&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot; alt=&quot;Thomas Fehlmann - Visions of Blah&quot;&gt;&lt;/a&gt;Z trzech solowych płyt Fehlmanna wydanych w XXI wieku ta jest najlepsza. Piszę - solowych - bo najlepszym jego dokonaniem jest album &lt;i&gt;Okie Dokie It's the Orb on Kompakt&lt;/i&gt; nagrany w duecie z Aleksem Patersonem pod szyldem The Orb (no tak, znowu oni...). W każdym razie obie te płyty są dość podobne, choć zarazem różne. Na &lt;i&gt;Visions of Blah&lt;/i&gt; jest zdecydowanie mniej melodii, więcej nieczystych sampli, więcej brudu dźwiękowego. Oczywiście znajdziemy tutaj jego charakterystyczne &quot;wesołe&quot; melodyjki (&lt;i&gt;Streets of Blah, Gratis&lt;/i&gt;), mroczne ambienty (&lt;i&gt;Decke, Luftikus&lt;/i&gt;), delikatne i przyjemne ambienty (&lt;i&gt;Du Fehlst Mir, Boheme Rouge&lt;/i&gt;), motoryczne i ciemne utwory (&lt;i&gt;Rotenfaden, Rainbow over Stadtautobahn&lt;/i&gt;), wszystko okraszone firmowym brzmieniem Fehlmanna. Przyjemnie się tego słucha, ale żeby polubić - trzeba &lt;a href=&quot;http://www.kompakt.fm/releases/visions_of_blah&quot;&gt;posłuchać&lt;/a&gt; wielokrotnie. Mnie się tam podoba.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 23 Jun 2009 14:51:58 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/23/thomas-fehlmann-visions-of-blah/</guid><category>Elektronika</category></item><item><title>Przeczytane: Henning Mankell - Psy z Rygi</title><link>http://markolf.org/2009/06/22/przeczytane-henning-mankell-psy-z-rygi/</link><description>&lt;p&gt;Druga chronologicznie część przygód Kurta Wallandera. Bardzo mnie zaskoczyła - wreszcie Wallander ruszył tyłek i zaczął uczestniczyć w jakiejś akcji. I to nawet ostro - pojechał na Łotwę, tuż po odzyskaniu przez nią niepodległości. A wtedy to nadal jeszcze było państwo totalitarne... W każdym razie mamy tutaj sporo akcji, nawet kilka strzelanin, no i, co najważniejsze, Kurt poznaje swoją przyszłą miłość, Bajbę. To chyba jedyny tom o Wallanderze, który przeczytałem jednym tchem. Naprawdę dobrze napisany - najwyraźniej pierwsze części mankellowi poszły dobrze, a potem spuścił z tonu...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Mon, 22 Jun 2009 14:01:31 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/22/przeczytane-henning-mankell-psy-z-rygi/</guid><category>Książki</category></item><item><title>Orbital - Orbital 20</title><link>http://markolf.org/2009/06/20/orbital-orbital-20/</link><description>&lt;p&gt;(Rhino, 2009)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/Orbital-Orbital-20/release/1805068&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://www.bookmaster.pl/_images/normal/277/345327.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot; alt=&quot;Orbital - Orbital 20&quot;&gt;&lt;/a&gt;Wieść o reaktywacji duetu Orbital wywołała dreszcze i podniecenie u wielu fanów muzyki elektronicznej. Wszyscy mają nadzieję na jakieś nowe nagrania. Co prawda ostatnie dwa albumy zespołu, &lt;i&gt;The Altogether&lt;/i&gt; (2001) i &lt;i&gt;Blue Album&lt;/i&gt; (2004) okazały się mocno chybione, ale można chyba mieć nadzieję, nie? W każdym razie bracia Hartnoll na razie poświęcili się świetowaniu 20-lecia działalności i postanowili &quot;uradować&quot; nas kolejną (już trzecią) składanką w historii. Tym razem mamy tutaj 2 płyty i większość utworów pochodzi z ich pierwszych singli i płyt. Nowości jest mało - ot, 2 nowe remiksy i 2 nagrania koncertowe. Niestety, żaden z tych utworów nie zachwyce - koncertówki przypominają mocno wersje płytowe, a panowie Herve i Tom Middleton nie uczynili z kawałków Orbitala żadnych rewelacji. W gruncie rzeczy ten składak mógłby się w ogóle nie ukazać - szkoda na niego pieniędzy. No, chyba, że ktoś chce mieć wyłącznie zbiór najbardziej znanych utworów Orbitala - na pewno jest on ciekawszy niż wydany w 2002 roku zbiór &lt;i&gt;Work 1989-2002&lt;/i&gt;.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 20 Jun 2009 19:33:55 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/20/orbital-orbital-20/</guid><category>Elektronika</category></item><item><title>Thom Yorke - The Eraser Rmxs</title><link>http://markolf.org/2009/06/19/thom-yorke-the-eraser-rmxs/</link><description>&lt;p&gt;(XL Recordings, 2009)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/Thom-Yorke-The-Eraser-Rmxs/release/1482417&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://tempominedev.com/assets/images/T%20Yorke%20Eraser%20Rmx.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot; alt=&quot;Thom Yorke - The Eraser Rmxs&quot;&gt;&lt;/a&gt;Ani płyty Radiohead, ani solowe dokonania Thoma Yorke'a mnie nie pociągają, ani interesują, lecz album z remiksami to, oczywiście, co innego. Zwłaszcza kiedy patrzy się na imponującą listę artystów, którzy dokonali remiksów - muszę przyznać, że Yorke dobrał wielu z tych, którzy są obecnie mocno na topie, jak Burial, The Bug, Modeselektor, Four Tet czy The Field, chociaż nie zabrakło tutaj także weteranów elektronicznej muzyki: Surgeona i Cristiana Vogela. Niestety, całość nie przekonuje. Większość miksów jest pozbawiona... tego czegoś. Czegoś, co powoduje, że słucha się ich z przyjemnością i czuje się, że artysta włożył sporo pracy i serca w zrobienie dobrego remiksu. Brzmią one raczej jak wprawki, czy też miksy robione na kolanie - zwłaszcza boli, że można to powiedzieć głównie o tych głośnych nazwiskach: remiksy Buriala, Surgeona, The Bug i Four Tet to najlepsze przykłady. Także mniej znany Various Production jest mocno wtórny i nieinteresujący. Dużo lepiej wypadają pozostali: Modeselektor, The Field i Cristian Vogel nie zawodzą, dając dobry przykład jak powinien brzmieć dobry remiks. Szkoda, że tylko oni.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 19 Jun 2009 22:14:40 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/19/thom-yorke-the-eraser-rmxs/</guid><category>Elektronika</category></item><item><title>Przeczytane: Isaac Asimov - Narodziny Fundacji</title><link>http://markolf.org/2009/06/17/przeczytane-isaac-asimov-narodziny-fundacji/</link><description>&lt;p&gt;Zgodnie z &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2007/04/19/przeczytane-isaac-asimov-preludium-fundacji/&quot;&gt;obietnicą sprzed dwóch lat&lt;/a&gt; (!?) sięgnąłem po ostatnią książkę z serii &lt;i&gt;Fundacja&lt;/i&gt; napisaną przez Asimova. Potem powstały jeszcze trzy, ale już nie napisane przez niego - dlatego może sobie je daruję. W zasadzie ta powieść - moim zdaniem - niewiele wnosi do tego, co już wiadomo, rozwija jedynie wątki z &lt;i&gt;Preludium Fundacji&lt;/i&gt;. Akcja jest raczej powolna, w dodatku trochę przygnębiająca - w miarę jak Hari Seldon zostaje coraz bardziej sam... Fajnie się czytało, ale na tym zakończę przygodę z Asimovem.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 17 Jun 2009 12:49:31 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/17/przeczytane-isaac-asimov-narodziny-fundacji/</guid><category>Książki</category></item><item><title>The Mars Volta - Octahedron</title><link>http://markolf.org/2009/06/09/the-mars-volta-octahedron/</link><description>&lt;p&gt;(Warner, 2009)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://en.wikipedia.org/wiki/Octahedron_(album)&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/1033/cover_3134201752009.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot; alt=&quot;The Mars Volta - Octahedron&quot;&gt;&lt;/a&gt;Prędzej czy później taki album musiał powstać - wyciszony, łagodny, spokojny. Omar i Cedric, liderzy TMV, znani są przecież z ciągłych poszukiwań, każdy ich album jest inny, a &lt;i&gt;Octahedron&lt;/i&gt; także nie odstaje od tego schematu - czegoś takiego jeszcze nam nie zaserwowali. Owszem zdarzały im się wcześniej ballady i spokojniejsze utwory, ale jednak hałas i mocne granie dominowały. A tutaj proszę - mamy 3 długie ballady i kilka spokojniejszych fragmentów. Właściwie tylko &lt;i&gt;Cotopaxi&lt;/i&gt; to szybki utwór, ale daleko mu do szaleństw z poprzedniego albumu.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Najłatwiej opisać ten album w ten sposób: jeżeli podobały Ci się utwory &lt;i&gt;The Widow&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Miranda, That Ghost Just Isn't Anymore&lt;/i&gt; z płyty &lt;i&gt;Frances the Mute&lt;/i&gt;, to spodoba Ci się także Octahedron - to właśnie takie klimaty. Nie moje. Z przykrością muszę przyznać, że tak naprawdę podoba mi się tutaj tylko utwór ostatni, &lt;i&gt;Luciforms&lt;/i&gt;, który po spokojnym początku (bas rodem z Pink Floydów!!) przekształca się w typowe, riffowane, Mars Voltowe granie - super końcówka płyty. Długie ballady &lt;i&gt;Since We've Been Wrong, With Twilight as My Guide&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Copernicus&lt;/i&gt; są strasznie nudne, a zawodzenia Cedrica bardziej mnie irytują, niż wpadają w ucho. Nawet dynamiczniejsze utwory w stylu &lt;i&gt;Cotopaxi, Teflon&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Halo of Nembutals&lt;/i&gt; są bladym odcieniem tego, co grupa potrafi. Nie, nie przypadł mi do gustu ten album - zdecydowanie wolę obecnie solowe dokonania lidera grupy.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 09 Jun 2009 08:08:39 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/09/the-mars-volta-octahedron/</guid><category>Rock i Metal</category></item><item><title>Ishq - Orchid</title><link>http://markolf.org/2009/06/07/ishq-orchid/</link><description>&lt;p&gt;(Dakini Records, 2001)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/Ishq-Orchid/release/66873&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://4.bp.blogspot.com/_ZoIAtRxt31E/RdJYvZ26oxI/AAAAAAAAAA8/lN32hjf1RGY/s320/minicoveroe3.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot; alt=&quot;Ishq - Orchid&quot;&gt;&lt;/a&gt;O Ishq już wspmniałem przy okazji &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2009/03/20/z-ambientem-dookola-swiata/&quot;&gt;mojej podróży dookoła świata&lt;/a&gt;. Ponieważ kilka utworów z jego debiutanckiej płyty, &lt;i&gt;Orchid&lt;/i&gt;, zostało użytych na tamtych kompilacjach, postanowiłem sam po nią sięgnąć. I cóż znalazłem? Dokładnie to, czego się spodziewałem - bardzo łagodnych melodii i kompozycji, które leniwie suną i w pełni zasługują na nazwę muzyki tła - ambientu. Płytę można spokojnie postawić obok takich dokonań jak &lt;i&gt;76'14&lt;/i&gt; zespołu Global Communication, &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2007/01/30/another-fine-day-life-before-land/&quot;&gt;&lt;i&gt;Life Before Land&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; Another Fine Day i &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2008/05/18/gel-sol-iz/&quot;&gt;&lt;i&gt;IZ&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; Gel-Sola. Cała płyta to jeden wielki chillout - sporadycznie pojawia się czasami wyraźniejszy rytm (&lt;i&gt;Skyblue&lt;/i&gt;) czy fajny bas (&lt;i&gt;Bhakti&lt;/i&gt;). Ale reszta to już zwykłe dryfowanie na falach ambientu.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Jednakże jest coś, co powoduje, że nie potrafię się tą muzyką zachwycać - większość utworów jest po prostu nijaka. Po kilku przesłuchaniach w pamięci zostają jedynie - &lt;i&gt;Skyblue&lt;/i&gt; ze względu na fajną partię perkusji, podobny w klimacie &lt;i&gt;Bhakti&lt;/i&gt; oraz bardzo fajny, transowy &lt;i&gt;Opal (opaque mix)&lt;/i&gt;. Wydanie japońskie zawiera dodatkową płytę z czterema, nie odstającymi od reszty utworami - w dodatku 20-minutowy &lt;i&gt;Fluid Earth&lt;/i&gt; jest zwyczajnie za długi i nudny. Całości można posłuchać raz. Ale niekoniecznie warto wracać.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 07 Jun 2009 15:07:10 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/07/ishq-orchid/</guid><category>Elektronika</category></item><item><title>UKZ - Radiation</title><link>http://markolf.org/2009/06/05/ukz-radiation/</link><description>&lt;p&gt;(Glo Digital, 2009)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://www.abstractlogix.com/xcart/images/T/ukz_radiation.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot; alt=&quot;UKZ - Radiation&quot;&gt;Nazwa zespołu nawiązuje do pewnego projektu sprzed 30 lat, U.K. I nic dziwnego, skoro w składzie UKZ znajduje się skrzypek i klawiszowiec Eddie Jobson, który był współzałożycielem tamtej kapeli (oprócz niego udzieli się w niej także Allan Holdsworth, Bill Bruford i John Wetton). Wtedy panowie grali rocka progresywnego z mocnym nalotem jazzowym. Teraz Jobson powraca z nowym projektem i nową muzyką - właściwie ze poprzednią kapelą łączy go jedynie fakt progresywnego grania. UKZ to jednak coś całkiem innego.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Wśród muzyków znajdują się, oprócz Jobsona (grającego tutaj wyłącznie na klawiszach): basista Trey Gunn (dawniej w King Crimson), gitarzysta Alex Machacek, Marco Minnemann grający na perkusji oraz wokalista Aaron Lippert. I, co ciekawe, całość brzmi bardzo, ale to bardzo &quot;crimsonowo&quot;. Na przykład utwór &lt;i&gt;Tu-95&lt;/i&gt; to UKZ'owa wariacja na temat utworów typu &lt;i&gt;VROOOM&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Level Five&lt;/i&gt; - gitara jest podobna, konstrukcja utworu, gra perkusji... Jednak z drugiej strony Machacek gra na gitarze jednak inaczej, a sporo klawiszy i efektów dźwiękowych rodem z industrialu pozwalają grupie na zachowanie własnego brzmienia. W dodatku wokal Lipperta jest całkiem inny niż Belew - słychać to zwłaszcza w balladzie &lt;i&gt;Houston&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;Radiation&lt;/i&gt; to tylko 4-utworowa EP-ka, ale robi bardzo pozytywne wrażenie - mam nadzieję, że pełna płyta będzie równie interesująca.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 05 Jun 2009 21:59:00 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/06/05/ukz-radiation/</guid><category>Rock i Metal</category></item><item><title>Jest także kilka ilustracji do Edenu - także Lema</title><link>http://markolf.org/2009/05/29/jest-takze-kilka-ilustracji-do-edenu-takze-lema/</link><description>&lt;p&gt;Ten sam autor stworzył parę ilustracji do powieści &lt;i&gt;Eden&lt;/i&gt; - też Lema. Ciekawie &lt;a href=&quot;http://alexandreev.livejournal.com/49630.html&quot;&gt;wyglądają dubelty&lt;/a&gt; - trochę inaczej je sobie wyobrażałem. &lt;a href=&quot;http://alexandreev.livejournal.com/tag/%D0%AD%D0%B4%D0%B5%D0%BC&quot;&gt;Galeria&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 29 May 2009 07:05:21 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/05/29/jest-takze-kilka-ilustracji-do-edenu-takze-lema/</guid><category>Książki</category></item><item><title>Niezwyciężony - przepiękne ilustracje do książki Lema</title><link>http://markolf.org/2009/05/28/niezwyciezony-przepiekne-ilustracje-do-ksiazki-lema/</link><description>&lt;p&gt;Całkiem przypadkowo natknąłem się na dzieła niejakiego &lt;a href=&quot;http://www.alexandreev.com&quot;&gt;Aleksego Andrejewa&lt;/a&gt;. A między nimi - na ilustracje książki &quot;&lt;i&gt;Niezwyciężony&lt;/i&gt;&quot;. Oglądając je przeżyłem lekki szok - to prawie tak, jakby ja to sam widział oczami wyobraźni!! Artyście udało się uchwycić to jak ja sam widzę tę powieść. Jeżeli ktoś zna i lubię tę książkę, to polecam obejrzeć &lt;a href=&quot;http://alexandreev.livejournal.com/tag/%D0%9D%D0%B5%D0%BF%D0%BE%D0%B1%D0%B5%D0%B4%D0%B8%D0%BC%D1%8B%D0%B9&quot;&gt;galerię&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 28 May 2009 12:45:28 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/05/28/niezwyciezony-przepiekne-ilustracje-do-ksiazki-lema/</guid><category>Książki</category></item><item><title>Oczekiwane płyty 2009 roku</title><link>http://markolf.org/2009/05/27/oczekiwane-plyty-2009-roku/</link><description>&lt;p&gt;Mamy już prawie połowę roku, sporo albumów już się ukazało, ale nadal jest parę takich na które czekam z wytęsknieniem. Oto niektóre z nich:&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Yello - Touch&lt;/b&gt; (premiera: jesień?)&lt;br&gt;
Płyta zapowiadana już od conajmniej 3 lat, w międzyczasie zmieniła tytuł z &lt;i&gt;Dolores&lt;/i&gt; na &lt;i&gt;Touch&lt;/i&gt;, miała być dwupłytowa, obecnie to już nie wiem... W każdym razie to ich pierwszy album od 6 lat - mam nadzieję, że w końcu się ukaże. Krążą też plotki o kolejnej serii remasterów (od płyty &lt;i&gt;Baby&lt;/i&gt; do &lt;i&gt;The Eye&lt;/i&gt;), ale nie wiem czy to nie jedynie plotka...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;The Mars Volta - Octahedron&lt;/b&gt; (premiera: 22 czerwca)&lt;br&gt;
Kolejne dokonanie amerykańskich szaleńców, tym razem ponoć dużo bardziej stonowane. Płyta zawiera tylko 8 utworów, trwa 50 minut... Zobaczymy co z tego wyjdzie. Również interesują mnie wszystkie solowe dokonania Omara Rodrigueza-Lopeza, a znając jego pracoholizm, na pewno w tym roku jeszcze coś się ukaże&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;The Orb - Baghdad Batteries&lt;/b&gt; (premiera: 7 września)&lt;br&gt;
Kolejne dokonanie Aleksa Patersona, tym razem jedynie w duecie z Thomasem Fehlmannem. Ich poprzedni album &lt;i&gt;Okie Dokie It's the Orb on Kompakt&lt;/i&gt; z 2005 roku było doskonałe, tak, że liczę na coś naprawdę fajnego.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Oceansize - Feed to Feed&lt;/b&gt; (premiera: czerwiec)&lt;br&gt;
Limitowany boks koncertowy zawierający 3xDVD i 4xCD. Ciekawe, ciekawe...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Gel-Sol - Terramecha&lt;/b&gt; (premiera: ????)&lt;br&gt;
Kolejny album już długo zapowiadany przez ambientowego mistrza Gel-Sola. Ponoć dwupłytowy. Fragmenty albumu znajdujące się w publikowanych przez niego koncertach tylko zaostrzają apetyt.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Banco de Gaia - Memories Dreams Reflections&lt;/b&gt; (premiera: lato) Dwupłytowy album. Poprzednie dokonanie BdG, &lt;i&gt;Farewell Ferengistan&lt;/i&gt; z 2006 roku mocno mnie rozczarowało - mam nadzieję, że to nowsze będzie ciekawsze.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Indukti - nowy album&lt;/b&gt; (premiera: ???)&lt;br&gt;
Genialna polska kapela, grająca instrumentalny progmetal powraca z drugim album. Naprawdę nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że przeskoczą doskonały, debiutancki album.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Porcupine Tree - nowy album&lt;/b&gt; (premiera: jesień)&lt;br&gt;
Ponoć mają być na nim tylko 4 utwory - jeden, mający 55 minut i 3 krótsze. Ciekawe, nie?&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
A poza tym może coś wydadzą Air, Underworld, Battles, King Crimson... Laika ponoć też coś nagrywa... Pożyjemy, zobaczymy.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 27 May 2009 14:05:26 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/05/27/oczekiwane-plyty-2009-roku/</guid><category>Muzyka</category></item><item><title>Przeczytane: Marek Niedźwiecki - Lista Przebojów Programu Trzeciego 1994-2006</title><link>http://markolf.org/2009/05/26/przeczytane-marek-niedzwiecki-lista-przebojow-programu-trzec/</link><description>&lt;p&gt;Układ książki jest prosty: na dwóch stronach są rozpisane trzy kolejne wydania Listy, a obok komentarz pana Marka. No i właściwie to czyta się ten komentarz. Niestety, nie było mi dane przeczytać pierwszej, ciekawszej części czyli lat 1982-1993. Ciekawszej, gdyż obejmującej okres komunistycznej Polski, a wtedy działo się wiele ciekawych rzeczy związanych z Listą i ogólną sytuacją społeczną. Późniejsze lata już nie obfitowały w takie interesujące wydarzenia, choć zdarzają się w książce małe perełki - zwłaszcza sprawy związane z funkcjonowaniem Trójki w tamtym czasie.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Natomiast wynaturzenia pana Marka są, krótko mówiąc, lekko nudnawe. Właściwie to nie zawierają tylko komentarza do Listy, ale przede wszystkim osobiste życie autora. Co prawda gość sporo podróżował (zawsze mnie zastanawiało jakim cudem w latach 80-tych gość tyle jeździł po świecie, skąd miał tyle na to kasy, no i że go bezpieka puszczała w świat...), ale z reguły w kółko w te same miejsca. Owszem, to pewnie fajne, nawet mu trochę zazdroszczę, ale gość nie pisze na tyle ciekawie, aby mnie to wciągnęło. Ot, sympatyczna lektura, do której raczej rzadko będę wracał.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 26 May 2009 10:12:09 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2009/05/26/przeczytane-marek-niedzwiecki-lista-przebojow-programu-trzec/</guid><category>Książki</category></item></channel></rss>