<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>muzyka. kultura. markolf.</title><link>http://markolf.org/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Wed, 27 Aug 2008 17:31:22 +0200</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>10 beznadziejnych albumów, które... bardzo lubię</title><link>http://markolf.org/2008/08/23/10-beznadziejnych-albumow-ktore-bardzo-lubie/</link><description>&lt;p&gt;Zapewne każdy maniak muzyki ma w swojej kolekcji jakieś płyty, do których posiadania wstydzi się przyznać (bo to obciach), ale takie, które totalnie zjechała krytyka, a on je lubi, albo też takie, które nawet sam uważa za kiepskie, ale i tak je lubi. Oto właśnie moja dziesiątka takich płyt. Mogą być kiepsko nagrane, kiepsko zagrane, ale i tak je lubię słuchać... Kolejność alfabetyczna, z podziałem jedynie na gatunek.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;strong&gt;Rock&lt;/strong&gt;&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Black Sabbath - Never Say Die!&lt;/b&gt; (1978)&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://vagalume.uol.com.br/black-sabbath/discografia/never-say-die-W50.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;50&quot;&gt;Najmniej Sabbathowa płyta BS, ostro zjechana przez krytykę. Nie ma na niej w ogóle charakterystycznych riffów Iommi'ego, jest za to sporo progresywnego rocka (&lt;i&gt;Air Dance, Johnny Blade&lt;/i&gt;), hard rockowej jazdy, czasami pojawia się nawet jakieś fajne boogie (&lt;i&gt;Swinging the Chain&lt;/i&gt;), a chórki pod koniec &lt;i&gt;Hard Road&lt;/i&gt; przywodzą na myśl najlepsze czasy hippisów. No i tytułowy utwór to ewidentna zrzynka z &lt;i&gt;The Boys Are Back in Town&lt;/i&gt; Thin Lizzy. Ale całość bardzo mi podchodzi, a &lt;i&gt;Hard Road&lt;/i&gt; często śpiewam pod prysznicem. O płycie (krótko) &lt;a href=&quot;http://markolf.org/id/133883&quot;&gt;już pisałem&lt;/a&gt;.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Can - Monster Movie&lt;/b&gt; (1969)&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://wharfinger.extra.hu/wp-content/can-monster.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;50&quot;&gt;Tylko 4 utwory, z czego trzy pierwsze są kiepsko zagrane, kiepsko zaśpiewane i pełne irytujących dźwięków, a ostatni, zajmujący całą stronę winyla jest długi i nudny. Ale i tak &lt;i&gt;Yoo Doo Right&lt;/i&gt; wciąga jak nie wiem co i w dodatku czaruje doskonałą partią perkusji. I produkcja, jak na tamte lata, też jest świetna. O płycie pisałem już &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2006/10/24/can-monster-movie/&quot;&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Helmet - Born Annoying&lt;/b&gt; (1995)&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://cdn.7static.com/static/img/sleeveart/00/001/774/0000177430_50.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;50&quot;&gt;Hałas, ściana dźwięku, kiepska produkcja, mało melodii... W dodatku to składak z paru lat. Ale i tak bardzo go lubię, chociaż ze względu na intensywność tej muzyki nie słucham go zbyt często. Szerzej &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2008/02/14/helmet-born-annoying/&quot;&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;King Crimson - Three of a Perfect Pair&lt;/b&gt; (1984)&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://www.audiophileusa.com/covers50/44389.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;50&quot;&gt;Syntetyczny rock Crimsonów z lat 80-tych... 3 kolorowe płyty - genialna &lt;i&gt;Discipline&lt;/i&gt;, wyjątkowo beznadziejna &lt;i&gt;Beat&lt;/i&gt; (zdecydowanie najgorszy album KC) i kontrowersyjna &lt;i&gt;Three of a Perfect Pair&lt;/i&gt;. Podzielona na dwie części winyla: pierwsza bardziej przystępna, druga już mniej. Na pierwszej są dwa super obciachowe kawałki: &lt;i&gt;Man with an Open Heart&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Model Man&lt;/i&gt; - straszny kicz. Ale poza tym są świetne piosenki - tytułowa, &lt;i&gt;Sleepless&lt;/i&gt; (z genialnym basem) oraz instrumentalna &lt;i&gt;Nuages&lt;/i&gt; - też fajna. Druga strona zawiera chyba najlepszy kawałek KC z lat 80-tych, ale zarazem jeden z najtrudniejszych w odbiorze - &lt;i&gt;Industry&lt;/i&gt;. Absolutny geniusz. Po nim następują kolejne niesłuchalne kawałki: bardzo chaotyczny &lt;i&gt;Dig Me&lt;/i&gt;, ale za to z melodyjnym refrenem oraz już kompletne szaleństwo &lt;i&gt;No Warning&lt;/i&gt;. Kończący płytę &lt;i&gt;Larks' Tongues in Aspic, part III&lt;/i&gt; to właściwie popis Frippa... Remaster z 2001 roku ma jeszcze 6 utworów: 3 remiksy &lt;i&gt;Sleepless&lt;/i&gt; (nudne), dwie improwizacje (też nudy) i żart muzyczny &lt;i&gt;The King Crimson Barber Shop&lt;/i&gt; w którym śpiewa Tony Levin.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Prince - The Vault...Old Friends 4 Sale&lt;/b&gt; (1999)&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://cdn.7static.com/static/img/sleeveart/00/001/145/0000114553_50.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;50&quot;&gt;Składak starszych utworów Prince'a. Początek fajny, ale końcówka już gorsza - krótkie, takie sobie kawałki, część brzmiąca tak jakby były tylko szkicami (np. &lt;i&gt;Sarah, There is Lonely, Extraordinary&lt;/i&gt;), Ale początek genialny, zwłaszcza długie, mocno jazzowe &lt;i&gt;She Spoke 2 Me&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;When the Lights Go Out&lt;/i&gt; - to drugie to jedna z najlepszych ballad w twóczości Księcia. Więcej w &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2006/01/19/mikro-wkladka-prince/&quot;&gt;mikro wkładce&lt;/a&gt;.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Rush - Roll the Bones&lt;/b&gt; (1991)&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://img.crocmusic.com/s4/albums/37/rush_roll_the_bones.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;50&quot;&gt;O dziwo sam &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2006/10/09/rush-roll-the-bones/&quot;&gt;kiedyś napisałem&lt;/a&gt; o tej płycie dużo złych rzeczy. Ale potem mi weszła i należy do jednym z moich ulubionych płyt Rush. Nadal uważam, że wyprodukowana jest fatalnie, ale kompozycje są naprawdę niezłe, choć czasem zalatują kiczem (&lt;i&gt;Bravado, Face Up, You Bet Your Life&lt;/i&gt;). Poza tym znajdują się tutaj też świetne fragmenty jak &lt;i&gt;Ghost of a Chance&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Where's My Thing?&lt;/i&gt; (nie tylko ja lubię ten kawałek, skoro obecnie jest utworem rozpoczynającym Listę Przebojów Programu Trzeciego).&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;strong&gt;Elektronika&lt;/strong&gt;&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Metope - Kobol&lt;/b&gt; (2005)&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://www.soundvenue.com/upload/anmeldelse/2005-11/metope1115med_20051101_list.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;50&quot;&gt;Płyta brzmiąca jakby koleś zrobił ją w kompie w domu. Ale jednak te dźwięki z czasem zaczęły mi bardzo odpowiadać - takie surowe, amatorskie granie... Koniecznie słuchać w całości!! O płycie więcej &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2006/06/09/metope-kobol/&quot;&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;The Orb - Bicycles &amp;amp; Tricycles&lt;/b&gt; (2004)&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://cdn.7static.com/static/img/sleeveart/00/000/165/0000016575_50.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;50&quot;&gt;Ha, Orba nie mogło zabraknąć. O tej i innych płytach napiszę za jakiś czas dłużej, pracuję nad Mega Wkładką o Orbie, ale chwilowo trochę utknąłem...&lt;br&gt;
&lt;i&gt;B&amp;amp;T&lt;/i&gt; (koniecznie wydanie UK) jest trzecią płytą w stylu: Alex Paterson i mnóstwo gości. I to różnorakich gości, co spowodowało, że płyta obfituje w różne gatunki: hip-hop, trip-hop, techno, dub, ambient (ale ten spod znaku wytwórni Kompakt). Parę utworów nie da się słuchać (&lt;i&gt;L.U.C.A., Prime Evil, Hell's Kitchen&lt;/i&gt;), parę jest mocno zakręconych (&lt;i&gt;Kompania&lt;/i&gt;), parę nudnych (&lt;i&gt;Gee Strings, Abstractions&lt;/i&gt;), a parę bardzo fajnych (&lt;i&gt;The Land of Green Ginger, Tower Twenty Three&lt;/i&gt;). Niemniej była to najczęściej słuchana przeze mnie płyta w 2004 roku...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Robag Wruhme - Wuzzelbud 'KK'&lt;/b&gt; (2004)&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://www.boomkat.com/media/stock_images/robwauhme-wuzzelbud-kk.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;50&quot;&gt;Tak jak &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2006/06/04/robag-wruhme-wuzzelbud-kk/&quot;&gt;napisałem&lt;/a&gt; - fajna, ale bez rewelacji. Kilka utworów jest okropnych (tytułowy, &lt;i&gt;Jause, Fittichklopfer&lt;/i&gt;), kilka pięknych (&lt;i&gt;Pelagia, Konnex&lt;/i&gt;), kilka doskonałych (&lt;i&gt;Mensur, K.T.B., Hugendubel&lt;/i&gt;)... A i tak często do niej wracam...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Various - Kompakt 100&lt;/b&gt; (2004)&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://warpmart.com/images/content/releases/small/KOMPAKT100.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;50&quot;&gt;Tutaj też &lt;a href=&quot;http://markolf.org/2006/09/12/various-kompakt-100/&quot;&gt;napisałem&lt;/a&gt; prawdę: nudy, momentami niesłuchalne (Schaeben &amp;amp; Voss i Reinhard Voigt), a i tak często do niej wracam. Dla takich utworów jak: Ulf Lohmann - &lt;i&gt;Because (thomas/mayer mix)&lt;/i&gt;, Justus Köhncke - &lt;i&gt;Weiche Zäune (the modernist mix)&lt;/i&gt;, Superpitcher - &lt;i&gt;Tomorrow (kaito mix)&lt;/i&gt;, Closer Musik - &lt;i&gt;One Two Three No Gravity (dettinger mix)&lt;/i&gt;, M. Mayer - &lt;i&gt;Pensum (markus guentner mix)&lt;/i&gt;, Dettinger - &lt;i&gt;Intershop (jonas bering mix)&lt;/i&gt; czy Dettinger - &lt;i&gt;Intershop (ulf lohmann mix)&lt;/i&gt;. Mają swój urok.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 23 Aug 2008 17:04:17 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/23/10-beznadziejnych-albumow-ktore-bardzo-lubie/</guid><category>Elektronika</category><category>Pop, jazz i inne</category><category>Rock i Metal</category></item><item><title>Genialne teledyski: Kid Koala - Fender Bender</title><link>http://markolf.org/2008/08/23/genialne-teledyski-kid-koala-fender-bender/</link><description>&lt;p&gt;Kid Koala to koleś, który tworzy muzykę głównie za pomocą scratch'y. Nie inaczej jest z tym kawałkiem, pochodzącym z debiutanckiej płyty gościa &lt;i&gt;Carpal Tunnel Syndrome&lt;/i&gt;. Fajny kawałek, a do tego fajny klip.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/lxhk-cWQbrs&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/lxhk-cWQbrs&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 23 Aug 2008 15:41:42 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/23/genialne-teledyski-kid-koala-fender-bender/</guid><category>Elektronika</category><category>Teledyski</category></item><item><title>Hidria Spacefolk - Live Eleven A.M.</title><link>http://markolf.org/2008/08/21/hidria-spacefolk-live-eleven-a-m/</link><description>&lt;p&gt;(NEARfest, 2005)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/release/717552&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://www.nearfestrecords.com/images/cover_hidriaspacefolk.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot;&gt;&lt;/a&gt;Tak jakoś wyszło, że z całej dyskografii Hidria Spacefolk najbardziej podobają mi się koncertówki. I pomimo tego, że zespół ma już na końcie dwa takie albumy, jedynie jeden utwór się powtarza na obu (&lt;i&gt;Tarapita&lt;/i&gt;), a i tak są to dwie różne wersje kawałka. &lt;i&gt;Live Eleven A.M.&lt;/i&gt;, nagrana na festiwalu NEARfest, w USA, zachwyca i klarownym brzmieniem i doskonałym wykonaniem (muzycy grają jak z nut) i świetnym doborem materiału. Króluje co prawda materiał z wydanej rok wcześniej płyty &lt;i&gt;Balansia&lt;/i&gt;, ale mamy też 3 świetne kawałki z debiutu, &lt;i&gt;Symbiosis&lt;/i&gt;. I to te ciekawsze kawałki. Na szczególne wyróżnienie zasługuje utwór &lt;i&gt;Kaikados&lt;/i&gt;, który, w stosunku do wersji płytowej zdecydowanej zyskał na dynamice, szczególnie za sprawą rozbudowanej, genialnej końcówki. Dotyczy to zresztą wszystkich utworów - każdy brzmi mocniej, lepiej i ciekawiej. &lt;i&gt;Astroban&lt;/i&gt; zrobił się mocno riffowy, &lt;i&gt;Pako Originaux&lt;/i&gt; pędzi do przodu niczym rozpędzona wyścigówka, &lt;i&gt;Pangaia&lt;/i&gt; jest podniosła i szlachetna... Długo by tak można wymieniać, powiem więc krótko - doskonały koncert!!&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 21 Aug 2008 20:21:55 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/21/hidria-spacefolk-live-eleven-a-m/</guid><category>Rock i Metal</category></item><item><title>The Future Sound of London - Environments</title><link>http://markolf.org/2008/08/20/the-future-sound-of-london-environments/</link><description>&lt;p&gt;(Jumpin' &amp;amp; Pumpin', 2008)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/release/1387853&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://www.synthema.ru/uploads/posts/2007-12/thumbs/1197581872_environments.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot;&gt;&lt;/a&gt;Posiadacze płyty &lt;i&gt;Lifeforms&lt;/i&gt; mogą zobaczyć w środku książeczki zachętę do zakupu poprzednich wydawnictw FSOL: singla &lt;i&gt;Papua New Guinea&lt;/i&gt;, płyty &lt;i&gt;Accelerator&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Tales of Ephidrina&lt;/i&gt; wydanego pod szyldem Amorphous Androgynous. Na samym końcu znalazł się album &lt;i&gt;Environments&lt;/i&gt;. Niestety, próżno było go szukać na półkach sklepowych - jest to jedyny ślad tej płyty aż do 2008 roku. Planowana pierwotnie na 1994 rok ukazała się dopiero teraz. Czemu? Właściwie to nie wiadomo. Wiele pomysłów ukazało się potem na płycie &lt;i&gt;ISDN&lt;/i&gt; (z 1995 roku), lecz z ostateczną wersją możemy się zapoznać dopiero teraz.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Płyta, wydana pod szyldem FSOL (zapewne aby uniknąć zamieszania z obecnym wcieleniem Amorphous Androgynous - pod którym powstaje obecnie psychodeliczny rock), zawiera muzykę dużo łagodniejszą niż &lt;i&gt;Lifeforms&lt;/i&gt; i mającą mało wspólnego z debiutem AA - &lt;i&gt;Tales of Ephidrina&lt;/i&gt;. Album składa się z dwóch części, choć właściwie mógłby spokojnie być wydany jako jeden utwór. Mamy tutaj po prostu klasyczny FSOLowy ambient, tyle, że zawierający dużo więcej odgłosów natury, momentów spokoju i po prostu luźnych dźwięków - niż normalnych kompozycji. Tych ostatnich jest tutaj zaledwie kilka. Można więc spokojnie położyć się w fotelu i odlecieć w świat dźwięków, typowych dla FSOL. Płyta idealnie wpasowuje się w działalność zespołu z dawnych lat i fani bardzo się cieszą, że w końcu mogą obcować z tym zapomnianym dziełem...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 20 Aug 2008 20:01:32 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/20/the-future-sound-of-london-environments/</guid><category>Elektronika</category></item><item><title>Genialne teledyski: Cibo Matto - Sugar Water</title><link>http://markolf.org/2008/08/19/genialne-teledyski-cibo-matto-sugar-water/</link><description>&lt;p&gt;Cibo Matto to takie dwie panie z Japonii, swego czasu ostro kolaborowały z Seanem Lennonem. Ale w tym teledysku jeszcze go nie ma. Jest za to fajna melodia, trip-hopowy beat i absolutnie fantastyczny obraz. Warto obejrzeć go parę razy, aby zwrócić uwagę na wszystkie smaczki... Aha, autorem klipu jest niejaki Michel Gondry - reżyser &lt;i&gt;Zakochanego bez pamięci&lt;/i&gt; oraz wielu innych znanych klipów np. &lt;i&gt;Human Behaviour&lt;/i&gt; Bjork czy &lt;i&gt;Come into My World&lt;/i&gt; Kylie Minogue. Naprawdę gość ma świetne pomysły.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/DlR1NijJxV4&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/DlR1NijJxV4&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 19 Aug 2008 20:24:56 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/19/genialne-teledyski-cibo-matto-sugar-water/</guid><category>Elektronika</category><category>Teledyski</category></item><item><title>Underworld - Live At The Oblivion Ball, Makuhari Messe, Tokyo, Japan 24.11.2007</title><link>http://markolf.org/2008/08/19/underworld-live-at-the-oblivion-ball-makuhari-messe-tokyo-ja/</link><description>&lt;p&gt;(Traffic Inc, 2007)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/release/1187207&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://trafficjpn.com/underworld/images/jacket4.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot;&gt;&lt;/a&gt;Odkąd Underworld przeszli na własny rachunek, większość ich koncertów jest rejestrowana i dostępna jako ładnie wydany digipak z CD-Rami z zapisem koncertu w środku. I to jakieś 5 minut po zakończeniu koncertu!! Po prostu fan idzie do stoiska i kupuje muzykę, którą przed chwilą słuchał. Dzięki temu może przeżyć jeszcze raz to samo w domu... &lt;i&gt;Live at the Oblivion Ball&lt;/i&gt; jest wyjątkiem. Jako jedyny koncert został normalnie wytłoczony i wydany przez wytwórnie Traffic - jedynie w Japonii. Taki mały ukłon w stronę największych fanów Underworld.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Większość koncertów Underworld z trasy promującej ostatni album, &lt;i&gt;Oblivion with Bells&lt;/i&gt;, wygląda podobnie. Na początek mamy fragmenty nowej płyty przemieszane z różnymi utworami z całej ich kariery - często takimi rzadko granymi na koncertach (jak np. &lt;i&gt;Spoonman&lt;/i&gt; lub &lt;i&gt;Airtowel&lt;/i&gt;). Zaś druga część koncertu to po prostu największe hity: &lt;i&gt;Moaner, Born Slippy.NUXX, Rez/Cowgirl&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Two Months Off&lt;/i&gt;. Nie inaczej jest z tą płytą. Zaczyna się od klasycznego już kawałka &lt;i&gt;Dark Train&lt;/i&gt; (tutaj pod nazwą &lt;i&gt;Nu Train&lt;/i&gt;), który dość skutecznie rozgrzewa publiczność, aby później płynnie przejść w znakomitą wersję &lt;i&gt;Crocodile&lt;/i&gt;, zakończoną krótką improwizacją. Następnie jest ten jeden z rzadziej wykonywanych utworów, &lt;i&gt;Boy, Boy, Boy&lt;/i&gt;. Co ciekawe, w wersji koncertowej dużo zyskuje na dynamice, zwłaszcza końcówka to jeden z mocniejszych momentów koncertu. Później pierwszy z hitów: &lt;i&gt;Cowgirl/Rez&lt;/i&gt;. Osobiście uważam, że to dość słaba wersja - jakaś taka rozlazła (trwa ponad 16 minut). Na szczęście te niedostatki rekompensuje superdynamiczna wersja utworu &lt;i&gt;Beautiful Burnout&lt;/i&gt;, zaczynająca się wprost bajkowo i cudownie (to uderzenie jednego dźwięku - aż ciarki po plecach przechodzą)...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Drugą płytę otwiera instrumentalny &lt;i&gt;Glam Bucket&lt;/i&gt; w niezłej, choć mocno hałaśliwej wersji. Potem klasyczna pozycja - &lt;i&gt;Two Months Off&lt;/i&gt; i kolejny rarytas - &lt;i&gt;Rowla&lt;/i&gt;. Mocno przesterowywany główny motyw i powolne wyciszenie w środku, aby potem znów uderzyć z pełną mocą. Taka akcja zaczyna stereotypowy pochód hitów: &lt;i&gt;Born Slippy.NUXX&lt;/i&gt; (zaczynający się fajnym przetworzeniem beatu), mdławy &lt;i&gt;King of Snake&lt;/i&gt; (nie znoszę tego kawałka, sam nie wiem czemu), następnie rozpędzony &lt;i&gt;Pearl's Girl&lt;/i&gt; i doskonale sprawdzający się na koniec koncertu &lt;i&gt;Moaner&lt;/i&gt; (cała hala płonie). Jeszcze tylko bis - &lt;i&gt;Jumbo&lt;/i&gt; i można iść do domu... Nawet fajny ten koncert - choć zapewne lepiej byłoby tam po prostu być, na miejscu...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 19 Aug 2008 20:05:01 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/19/underworld-live-at-the-oblivion-ball-makuhari-messe-tokyo-ja/</guid><category>Elektronika</category></item><item><title>Senor Coconut And His Orchestra - Around The World With Senor Coconut And His Orchestra</title><link>http://markolf.org/2008/08/18/senor-coconut-and-his-orchestra-around-the-world-with-senor/</link><description>&lt;p&gt;(Play It Again Sam, 2008)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/release/1375432&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://www.djouls.com/atom_tm/images/Around_The_World_with_Senor_Coconut_and_his_Orchestra_b.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot;&gt;&lt;/a&gt;Senor Coconut, czyli kryjący się pod tym pseudonimem Niemiec Uwe Schmidt, zasłynął płytą &lt;i&gt;El Baile Aleman&lt;/i&gt;, na której przedstawił utwory Kraftwerku przerobione na rytmy latynoskie - mambo czy rumbę. Całość wypadła wyśmienicie, dlatego też również na późniejszych płytach Senor postanowił wykorzystać ten sam patent - znane utwory przerobić na latino. Zaowocowało to takimi zabawnymi przeróbkami jak &lt;i&gt;Smoke on the Water&lt;/i&gt; Deep Purple, &lt;i&gt;Smooth Operator&lt;/i&gt; Sade, &lt;i&gt;Beat It&lt;/i&gt; Michaela Jacksona czy też płytą &lt;i&gt;Yellow Fever&lt;/i&gt; na której znalazły się wyłącznie numery japońskich pionierów elektroniki Yellow Magic Orchestra. Teraz Senor powraca z kolejną płytą z przeróbkami.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Tym razem utwory są ułożone wg jednego klucza: każdy utwór pochodzi z innego kraju. Dlatego mamy tutaj &lt;i&gt;Around the World&lt;/i&gt; francuzów z Daft Punk (i to w trzech odsłonach - każda jest inna!), &lt;i&gt;Sweet Dreams&lt;/i&gt; angielskiego duetu Eurythmics, &lt;i&gt;Da Da Da&lt;/i&gt; autorstwa niemieckiego Trio, &lt;i&gt;Kiss&lt;/i&gt; Amerykanina Prince'a, &lt;i&gt;Pinball Cha Cha&lt;/i&gt; z repertuaru szwajcarskiej grupy Yello czy &lt;i&gt;White Horse&lt;/i&gt; Duńczyków z Laid Back. Są też rzeczy mniej znane jak &lt;i&gt;Moscow Discow&lt;/i&gt; autorstwa Telex z Belgii, &lt;i&gt;Corcovado&lt;/i&gt; Antonio Carlosa Jobima (wiadomo, Brazylia) i &lt;i&gt;Que Rico El Mambo&lt;/i&gt; Kubańczyka Pereza Prado. Całość idealnie nadaje się do &lt;i&gt;Tańca z Gwiazdami&lt;/i&gt; - muzyka buja, głowa sama się kiwa, a aranże zachwycają. Większość kawałków nie odbiega tak bardzo od oryginalnych wersji (jak &lt;i&gt;Sweet Dreams&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Pinball Cha Cha&lt;/i&gt;), czasami jedynie nabiera nowego smaczku (jak &lt;i&gt;Around the World&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Kiss&lt;/i&gt; z solówkami na kontrabasie i wibrafonie w miejsce oryginalnej gitarowej). Niestety, co jest charakterystyczne dla płyt Coconuta, całość po paru utworach zaczyna nużyć - ileż można słuchać rumby i mamby w dość podobnych aranżach i z podobnymi patentami... Oczywiście dla fanów gatunku jest to zaleta - dla innych raczej jedynie ciekawostka...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Mon, 18 Aug 2008 21:02:14 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/18/senor-coconut-and-his-orchestra-around-the-world-with-senor/</guid><category>Elektronika</category><category>Pop, jazz i inne</category></item><item><title>Genialne teledyski - Photek: Ni-Ten-Ichi-Ryu (two swords technique)</title><link>http://markolf.org/2008/08/17/genialne-teledyski-photek-ni-ten-ichi-ryu-two-swords-techniq/</link><description>&lt;p&gt;Absolutna klasyka drum'n'bassu i ogromny sukces Photka (37 miejsce na liście UK). Teledysk wzorowany (chyba) na filmach Akira Kurosawy - medytujący wojownik, a następnie walka. Doskonała integracja obrazu z dźwiękiem (niestety, osobiście przy filmach na YouTube mam często brak synchronizacji dźwięku i obrazu - może to tylko u mnie). No i kawałek też świetny.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/9qJKxaWb0_A&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/9qJKxaWb0_A&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 17 Aug 2008 15:46:48 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/17/genialne-teledyski-photek-ni-ten-ichi-ryu-two-swords-techniq/</guid><category>Elektronika</category><category>Teledyski</category></item><item><title>Obejrzane - Pracująca dziewczyna, Pozew o miłość, Pod słońcem Toskanii</title><link>http://markolf.org/2008/08/17/obejrzane-pracujaca-dziewczyna-pozew-o-milosc-pod-sloncem-to/</link><description>&lt;p&gt;3 dni wolnego - 3 filmy. Same babskie, ale co zrobić.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Pracująca dziewczyna&lt;/b&gt;&lt;br&gt;
Ten był najlepszy. Doskonała komedia obyczajowo-romantyczna z lat 80-tych z Harrisonem Fordem, Melanie Griffith i Sigourney Weaver w rolach głównych. Co ciekawe w epizodach i mniejszych rolach pojawiło się mnóstwo innych gwiazd: Oliver Platt, Kevin Spacey, Joan Cusack, Alec Baldwin... W każdym razie doskonała historia sekretarki, która podstępem wybija się w świecie biznesu. Griffith, moim zdaniem, dość blada, Ford także taki sobie, choć miał parę świetnych momentów. Najlepiej wypadła Weaver jako wybitnie wredna baba i karierowiczka. No i klimat tamtych lat - niepowtarzalny. W ogóle lubię amerykańskie komedie z tamtych lat... (zwłaszcza &lt;a href=&quot;http://www.movieactors.com/freezeframes-77/WorkingGirl29.jpeg&quot;&gt;fryzura Joan Cusack&lt;/a&gt; była zabójcza)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Pozew o miłość&lt;/b&gt;&lt;br&gt;
Sympatyczna komedia romantyczna z Pierce'm Brosnanem i Julianne Moore. O dziwo, Moore zagrała bardzo dobrze bardzo zwykłą dziewczynę, która ma sporo kompleksów i zahamowań. Coś jak Magda M. :-) W każdym razie to spokojny, fajny film. Brosnan jak zwykle świetny.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Pod słońcem Toskanii&lt;/b&gt;&lt;br&gt;
Pomimo pięknej Diane Lane w roli głównej, robiącej co się da, aby ukryć płycizny scenariusza, film wypadł bardzo blado. Brakowało mi w nim jakiejś myśli przewodniej, jakiejś puenty... Nudziarstwo straszne. Plusy? Polski aktor w jednej z głównych ról i piękne zdjęcia Włoch.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 17 Aug 2008 15:42:31 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/17/obejrzane-pracujaca-dziewczyna-pozew-o-milosc-pod-sloncem-to/</guid><category>Film</category></item><item><title>Przeczytane - Arthur C. Clarke: Rama II</title><link>http://markolf.org/2008/08/17/przeczytane-arthur-c-clarke-rama-ii/</link><description>&lt;p&gt;Dawno nie czytałem czegoś tak beznadziejnego, nudnego i wydumanego. Kontynuacja &lt;i&gt;Spotkania z Ramą&lt;/i&gt;, napisana przez Clarke'a wraz z niejakim Gentry'm Lee poraża wręcz nielogicznością, głupotą i powielaniem schematów. Książka powstała w połowie lat 80-tych, a już 30 lat wcześniej pisano dużo ciekawsze rzeczy. Chała przekoszmarna. Rozwalało mnie wszystko: powolny rozwój akcji, idiotyczne postacie, absurdalne motywy działania, no i absolutnie beznadziejne opisy konstrukcji kosmitów. Cały urok zawarty w pierwszej części książki &quot;skoczył na drzewo&quot;... Okropna książka, nie polecam nikomu.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 17 Aug 2008 15:31:02 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/17/przeczytane-arthur-c-clarke-rama-ii/</guid><category>Książki</category></item><item><title>Genialne teledyski: Squarepusher - Come On My Selector</title><link>http://markolf.org/2008/08/16/genialne-teledyski-squarepusher-come-on-my-selector/</link><description>&lt;p&gt;I oto wkraczamy na tereny zajęte przez klasyka klipów, pana reżysera Chrisa Cunninghama. Autor wielu absolutnie wybitnych dzieł takich jak Aphex Twina &lt;i&gt;Come to Daddy&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Windowlicker&lt;/i&gt;, Leftfielda &lt;i&gt;Afrika Shox&lt;/i&gt; czy Bjork &lt;i&gt;All is Full of Love&lt;/i&gt;. A także tego, mocno inspirowanego japońskimi anime (o japońskich horrorach mało kto jeszcze wtedy, w 1997 roku, słyszał). Co prawda w oryginale kawałek trwa około 3 minut, ale film rozrósł się do ponad 7. I dobrze, zrobił się z tego mały, świetny i mocno porąbany filmik.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Przy okazji jedno słowo o muzyce. Z reguły tak jest, że świetny teledysk obarczony jest też świetną muzyką (choć są wyjątki). Tutaj kawałek jest naprawdę doskonały - klasyka drill'n'bassu. I ta linia funkowego basu pod koniec - absolutny majstersztyk!!&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/KQq0zVIF6SQ&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/KQq0zVIF6SQ&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 16 Aug 2008 15:28:15 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/16/genialne-teledyski-squarepusher-come-on-my-selector/</guid><category>Elektronika</category><category>Teledyski</category></item><item><title>Genialne teledyski: Robag Wruhme - K.T.B.</title><link>http://markolf.org/2008/08/15/genialne-teledyski-robag-wruhme-k-t-b/</link><description>&lt;p&gt;Klip oparty na bardzo prostym, a jakże fajnym pomyśle. Mieszkańców Krakowa może zastanowić obecność w teledysku identycznych tramwajów typu &quot;Bombardier&quot; jakie jeżdżą u nas. W końcu Robag to Niemiec, więc klip kręcono w jakimś niemieckim mieście, gdzie takowe jeżdżą...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/Xha3ugrjfww&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/Xha3ugrjfww&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 15 Aug 2008 22:10:37 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/15/genialne-teledyski-robag-wruhme-k-t-b/</guid><category>Elektronika</category><category>Teledyski</category></item><item><title>Genialne teledyski: Ken Ishii - Extra</title><link>http://markolf.org/2008/08/13/genialne-teledyski-ken-ishii-extra/</link><description>&lt;p&gt;Słynny klip z 1995 roku autorstwa Katsuhiro Ōtomo (to ten od filmu anime &lt;a href=&quot;http://pl.wikipedia.org/wiki/Akira&quot;&gt;&lt;i&gt;Akira&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;), pochodzący ze świetnej płyty &lt;i&gt;Jelly Tones&lt;/i&gt;. Moim zdaniem to zarazem bardzo porąbany i bardzo klimatyczny teledysk. Mamy tutaj i przemoc, i sci-fi, i dziwaczne odloty, i klimaty Blade Runnerowe. A całość okraszona jednym z ciekawszym kawałków muzycznych wszechczasów. Ishii nadał elektronice japoński wymiar...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/Jg0FbpDNhSQ&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/Jg0FbpDNhSQ&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 13 Aug 2008 19:03:49 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/13/genialne-teledyski-ken-ishii-extra/</guid><category>Elektronika</category><category>Teledyski</category></item><item><title>Genialne teledyski: Laurent Garnier - The Man with the Red Face</title><link>http://markolf.org/2008/08/11/genialne-teledyski-laurent-garnier-the-man-with-the-red-face/</link><description>&lt;p&gt;Właściwie nie wiem czemu uważam ten klip za genialny, ale moim zdaniem to jeden z najlepszych teledysków jakie w życiu widziałem. Mocno inspirowany kinem bollywoodzkim, ale na Garnierowy sposób. W ogóle muszę przyznać, że Francuzi robią jedne z najlepszych klipów muzycznych na świecie - o czym sami przekonacie się w następnych odcinkach. A teraz - genialny utwór i genialny klip.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/3UDzAv-twYA&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/3UDzAv-twYA&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Mon, 11 Aug 2008 21:09:17 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/11/genialne-teledyski-laurent-garnier-the-man-with-the-red-face/</guid><category>Elektronika</category><category>Teledyski</category></item><item><title>Genialne teledyski: Cylob - Rewind</title><link>http://markolf.org/2008/08/10/genialne-teledyski-cylob-rewind/</link><description>&lt;p&gt;Wczoraj wieczorem wpadłem na pomysł, aby zaprezentować tutaj parę super ciekawych teledysków (głównie z kręgu muzyki elektronicznej), które są naprawdę warte zobaczenia. Cykl zacznę od czegoś, co widziałem jedynie raz, ale zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Klip składa się jedynie z jednego, 3-minutowego ujęcia, a dziewczynka występująca w roli głównej to &lt;a href=&quot;http://www.chloebruce.moonfruit.com/&quot;&gt;Chloe Bruce&lt;/a&gt;, mistrzyni świata w &quot;Martial Arts&quot; (nie wiem jak to przetłumaczyć, sztuka walki?). W tym teledysku miała zaledwie 16 lat - a już widać, że był to niezły talent.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/5yrA-BpWECI&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/5yrA-BpWECI&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 10 Aug 2008 15:46:57 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/10/genialne-teledyski-cylob-rewind/</guid><category>Elektronika</category><category>Teledyski</category></item><item><title>Odrobina starego, dobrego techno dla każdego</title><link>http://markolf.org/2008/08/09/odrobina-starego-dobrego-techno-dla-kazdego/</link><description>&lt;p&gt;Usłyszałem to ostatnio w sklepie i od razu przypomniały mi się te wszystkie kawałki z początku lat 90-tych, kiedy to techno było jeszcze świeże i naiwne. I pozbawione dance'owego badziewiarstwa, którym obarczona jest obecna komercyjna dyskoteka...&lt;br&gt;
Oto Whigfield i &lt;i&gt;Saturday Night&lt;/i&gt;.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/xcmBaRAj7FU&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/xcmBaRAj7FU&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 09 Aug 2008 19:37:02 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/09/odrobina-starego-dobrego-techno-dla-kazdego/</guid><category>Elektronika</category><category>Teledyski</category></item><item><title>Obejrzane - Zakręcony Piątek i Miasteczko Pleasentville</title><link>http://markolf.org/2008/08/03/obejrzane-zakrecony-piatek-i-miasteczko-pleasentville/</link><description>&lt;p&gt;Dwa filmy pod rząd - taki seans filmowy nie zdarzył mi się od dawna... Jakoś nie mam ani czasu ani ochoty na oglądanie filmów ostatnio. No, ale żona nalegała na &lt;i&gt;Zakręcony Piątek&lt;/i&gt;, a potem leciało &lt;i&gt;Miasteczko Pleasentville&lt;/i&gt; i samo tak wyszło...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Zakręcony Piątek&lt;/b&gt;&lt;br&gt;
Świetna komedia z zamianą ciał matki i córki. Doskonała rola Jamie Lee Curtis w roli kobiety o duszy nastolatki oraz równie dobra (co jest zaskakujące) rola Lindsay Lohan, która wypadła naprawdę rewelacyjnie. Jak to napisali w &lt;i&gt;Kulturze&lt;/i&gt; (to taki cotygodniowy dodatek do &lt;i&gt;Dziennika&lt;/i&gt;, bardzo dobry, polecam!): aż dziwne, że na początku kariera Lohan miała tylu wdzięku i uroku, a potem tak strasznie się stoczyła... Szkoda dziewczyny, bo w roli nastolatki o duszy dorosłej kobieta wypadła naprawdę świetnie. Cały film był bardzo zabawny.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;b&gt;Miasteczko Pleasentville&lt;/b&gt;&lt;br&gt;
Coś, co zawsze chciałem obejrzeć, ale nigdy nie było okazji. Dwoje nastolatków przypadkiem dostaje się do tytułowego, czarno-białego, miasteczka, które istnieje wyłącznie w serialu telewizyjnym z lat 50. No i wprowadzają tam nowe porządki... Niestety, rozczarowałem się - sentymentalne kino, ale raczej mocno nudnawe. Tobey Maguire bardzo sztywny i bezpłciowy, Witherspoon było mało na ekranie. Szkoda, potencjał trochę zmarnowany.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 03 Aug 2008 21:43:39 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/08/03/obejrzane-zakrecony-piatek-i-miasteczko-pleasentville/</guid><category>Film</category></item><item><title>Ozric Tentacles - Sunrise Festival</title><link>http://markolf.org/2008/07/27/ozric-tentacles-sunrise-festival/</link><description>&lt;p&gt;(Snapper Music, 2008)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/release/1408130&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://www.snappermusic.com/images/content/SMACD953__Ozrics260.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot;&gt;&lt;/a&gt;I kolejna płyta koncertowa w karierze Ozriców... Tym razem wyjątkowo - zespół świętuje 25-lecie istnienia. Z tej okazji zagrali w zeszłym roku na festiwalu Sunrise Celebration w Somerset w Anglii szczególny koncert. Otóż doszło ponownego zejścia się zespołów Ozric Tentacles i Eat Static - czyli Ed i Brandi Wynne połączyli swe siły z Joie Hintonem i Mervem Peplerem - dwoma muzykami, którzy odeszli w 1996 roku, aby skupić się wyłącznie na działalności tej drugiej kapeli. A wcześniej grali od początku z Ozricami. Tak więc mamy tutaj reaktywację zespołu w (prawie) klasycznym składzie!! A przynajmniej z tymi najważniejszymi muzykami. Czas stanął w miejscu - Ed gra na gitarze i klawiszach, Brandi złapała za bas (na co dzień gra na klawiszach), Joie stanął za klawiszami, a Merv znów obsługuje zestaw perkusyjny (ponoć stęsknił się za bębnami).&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Oczywiście zejście się dawnych kompanów spowodowało, że na płycie znajdują się utwory wyłącznie z pierwszych dokonań zespołu. Reprezentowane są więc płyty &lt;i&gt;Pungent Effulgent&lt;/i&gt; (z 1989 roku), &lt;i&gt;Erpland&lt;/i&gt; (1990), &lt;i&gt;Strangeitude&lt;/i&gt; (1991) i &lt;i&gt;Jurassic Shift&lt;/i&gt; (1993). Kawałki są świetnie zagrane, ciekawie dobrane, wiele z nich rozpoczynają unikalne intra... Cały koncert jest mocno podlany space-rockowym sosem, głównie właśnie dzięki klawiszom Joie'a. Co ciekawe zespół wybrał przede wszystkim utwory dynamiczne i mocno gitarowe jak &lt;i&gt;O-I, Vita Voom, Erpland&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Snakepit&lt;/i&gt;. Nawet bardziej elektroniczny &lt;i&gt;Jurassic Shift&lt;/i&gt; obarczony jest świetnymi solówkami gitarowymi. Trochę mniej gitarowo robi się w &lt;i&gt;Eternal Wheel&lt;/i&gt;, tam znowu mamy świetne solówki klawiszy. Są też dwa nowe utwory: &lt;i&gt;Blimey!&lt;/i&gt; to takie rozbudowane intro do O-I zagrane na początek koncertu, natomiast &lt;i&gt;Sunrise Jam&lt;/i&gt; to doskonała, głównie syntezatorowa improwizacja, w której słychać jak bardzo zgrana to kapela... W sumie wyszedł bardzo sympatyczny albumik, który u wielu fanów zespołu spowoduje zakręcenie się łzy w oku...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 27 Jul 2008 00:21:30 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/07/27/ozric-tentacles-sunrise-festival/</guid><category>Elektronika</category><category>Rock i Metal</category></item><item><title>Hidria Spacefolk - Live at Heart</title><link>http://markolf.org/2008/07/26/hidria-spacefolk-live-at-heart/</link><description>&lt;p&gt;(Herzburg Verlags, 2007)&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;a href=&quot;http://www.discogs.com/release/1397947&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/1208/cover_157141762007.jpg&quot; class=&quot;alignright&quot; width=&quot;150&quot;&gt;&lt;/a&gt;Ech, trochę mi zeszło zanim zabrałem się za napisanie recenzji jakiejś płyty HSF. Na początek zarzucę ostatnią i, moim zdaniem, najlepszą ich płytę. Koncertową. Muszę przyznać, że brzmi ona znakomicie i, jeżeli jest to wierny zapis koncertu, jest równie znakomicie zagrana. Nie słyszę żadnych wpadek, pomyłek, całość zagrana perfekcyjnie na 100% możliwości muzyków. W dodtaku brzmienie jest równie znakomite. Tyle o stronie technicznej.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
A jeżeli chodzi o muzykę, to mamy tutaj doskonały przykład tego, jaka jest muzyka HSF. Większość utworów jest mocno rozbudowana w stosunku do studyjnych oryginałów (utworów jest zaledwie 6, a płyta i tak trwa 65 minut - średni czas trwania kawałków oscyluje w okolicy 11 minut), wiele z nich brzmi po prostu dużo lepiej (np. &lt;i&gt;Tarapita&lt;/i&gt;). Cały koncert jest pełen energii i werwy - muzycy doskonale wiedzą co i jak zagrać, aby utwory tworzyły jedną całość. I w dodatku są one dość urozmaicone. Znajdziemy tutaj i rockowe riffy (&lt;i&gt;Futur Ixiom&lt;/i&gt;) i trochę dubu (&lt;i&gt;Sindran Rastafan&lt;/i&gt;) i sporo elektroniki (&lt;i&gt;Radian&lt;/i&gt;) i ambientowe intro (&lt;i&gt;Tarapita&lt;/i&gt;)... Naprawdę jest to jeden z najlepszych albumów koncertowych jakie słyszałem. Zresztą polecam zajrzenie na &lt;a href=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st&quot;&gt;stronę HSF&lt;/a&gt; i przekonanie się o tym samemu.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 26 Jul 2008 23:44:54 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/07/26/hidria-spacefolk-live-at-heart/</guid><category>Rock i Metal</category></item><item><title>Hidria Spacefolk - doskonały, fiński space-rock</title><link>http://markolf.org/2008/07/20/hidria-spacefolk-doskonaly-finski-space-rock/</link><description>&lt;p&gt;&lt;img src=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st/resources/siteimages/hsf_logo.gif&quot; class=&quot;alignright&quot;&gt;Co jakiś czas przekonuję się, że zespół, który znam od lat i kiedyś uwielbiałem, coraz bardziej zaczyna zjadać własny ogon - grać w kółko to samo, bez rozwijania się (Ozric Tentacles), dryfować w kierunku, który mi nie odpowiada (Porcupine Tree), albo zdecydowanie zmienić styl na mniej interesujący (The Orb). Dlatego też zacząłem szukać, z różnymi skutkami, nowych wykonawców, którzy w mniejszym lub większym stopniu kontynuowaliby styl, porzucony przez mojego ukochanego wykonawcę. W przypadku np. zespołu The Orb znalazłem - &lt;a href=&quot;http://www.gel-sol.com&quot;&gt;Gel-Sol&lt;/a&gt; - doskonały, amerykański muzyk, który gra, tak jak powinien grać Orb, gdyby w jego szeregach nadal występował Andy Hughes (to bajka na dłuższą opowieść). A teraz odkryłem kapelę, która w znakomity sposób podąża ścieżką wydeptaną przez Ozric Tentacles, czyli drogą space-rocka.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Zespół Hidria Spacefolk powstał w 1999 roku, w miejscowości Lohja w Finlandii. Założyło go 5 hipisów, muzyków samouków: Mikko Happo - gitara, Teemu Kilponen - perkusja, Kimmo Dammert - gitara basowa, Janne Lounatvuori - klawisze oraz Sami Wirkkala - gitara. Po dwóch latach prób, koncertów i jamowania wydali własnymi siłami EP-kę zatytułowaną po prostu &lt;a href=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st/content.php?p=hdrsf-1&quot;&gt;&lt;i&gt;Hidria Spacefolk&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; (albo, jak podają niektóre źródła, &lt;i&gt;HDRSF-1&lt;/i&gt;, od numeru seryjnego płyty). Zawierała ona 5 utworów, w tym 3 rozbudowane, która pokazała, że zespół od razu posiadał własny, przemyślany styl. Grali po prostu instrumentalny space rock, trochę w stylu Ozric Tentacles (bardziej), trochę w stylu Hawkwind (mniej), a trochę nawet w stylu wczesnego Porcupine Tree. W każdym razie udało im się stworzyć swój własny, odrębny styl.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st/resources/siteimages/hsf_mainkalvik.jpg&quot; class=&quot;alignleft&quot;&gt;Wydanie własnego wydawnictwa umożliwiło im podpisanie w 2001 roku pierwszego kontraktu z wytwórnią płytową i nagranie debiutanckiej płyty. Była to mała fińska wytwórnia Silence, która miała dostęp do profesjonalnego studia. Dzięki temu pierwszy album Hidria Spacefolk, &lt;a href=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st/content.php?p=symbiosis&quot;&gt;&lt;i&gt;Symbiosis&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, okazał się być dobrze nagraną i dobrze brzmiacą płytą. Debiut ukazał się w 2002 roku i był ostro promowany koncertami m.in. trasami po Holandii i Danii. W międzyczasie muzycy, zachęceni przez kolegów, wpadli na pomysł wydania remiksów utworów z dwóch pierwszych płyt. &lt;a href=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st/content.php?p=violently_hippy_remixes&quot;&gt;&lt;i&gt;Violently Hippy Remixes&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; ukazała się na początku 2004 roku nakładem fińskiej wytwórni Exogenic Breaks, specjalizującej się w muzyce elektronicznej. Zaraz po niej na rynek wypchnięto drugi album Hidria Spacefolk - &lt;a href=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st/content.php?p=balansia&quot;&gt;&lt;i&gt;Balansia&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Ukazywał on drogę jaką obrał zespół - mniej utworów, ale za to dłuższe i bardziej rozbudowane. W tym samym roku kapela zagrała na jednym z największych na świecie festiwali - Nearfest, odbywającym się w Betlehem, stan Pennsylvania, USA. Występ był tak wielkim sukcesem, że organizatorzy festiwalu postanowili wydać go na płycie CD. &lt;a href=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st/content.php?p=live_eleven&quot;&gt;&lt;i&gt;Live Eleven a.m.&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; ukazała się w 2005 roku, nakładem NEARfest Records i zawierała utwory z dwóch pierwszych płyt zespołu.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Lata 2005 i 2006 upłynęły na koncertowaniu oraz pracy nad trzecią płytą. Ważnym wydarzeniem był występ kapeli na hipisowskim festiwalu Burg Herzberg w Niemczech. I również ten organizatorzy postanowili uwiecznić na płycie CD - &lt;a href=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st/content.php?p=live_at_heart&quot;&gt;&lt;i&gt;Live at Heart&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; pojawił się na półkach sklepowych rok później - w 2007 roku, także nakładem Herzberg Verlags. Ale wcześniej dostaliśmy do rąk kolejną, trzecią płytę Hidria Spacefolk - &lt;a href=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st/content.php?p=symetria&quot;&gt;&lt;i&gt;Symetria&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, wydany w barwach nowej wytwórni = Next Big Thing. Zespół ponownie postawił na mało utworów, ale dość rozbudowanych i skomplikowanych. Materiał doskonale sprawdzał się na koncertach - na płycie &lt;i&gt;Live at Heart&lt;/i&gt; znalazły się aż 4 kawałki z trzeciej płyty. Obecnie zespół skupił się na koncertowaniu...&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;img src=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st/resources/siteimages/hsf_heart-portraits.jpg&quot; class=&quot;alignleft&quot;&gt;Zdecydowanie polecam doskonałą stronę zespołu: &lt;a href=&quot;http://www.hidriaspacefolk.st&quot;&gt;www.hidriaspacefolk.st&lt;/a&gt; na której, oprócz standardowych rzeczy typu historia zespołu, dyskografia czy sklep, znajdziemy jeden świetny gadżet - odtwarzacz muzyczny (we Flashu), dzięki któremu możemy posłuchać wszystkich płyt zespołu (także koncertowych, ale za wyjątkiem remiksów) w doskonałej jakości i w dodatku wszystkie kawałki są całe. Ja tam spędziłem już sporo czasu słuchając po kolei wszystkich utworów - naprawdę warto. Swoje opisy płyt zostawiam na potem...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 20 Jul 2008 20:57:54 +0200</pubDate><guid>http://markolf.org/2008/07/20/hidria-spacefolk-doskonaly-finski-space-rock/</guid><category>Do posłuchania</category><category>Rock i Metal</category></item></channel></rss>